Incomiiing!!!

Posted: 16/11/2011 in Uncategorized

Wszystko by było OK, gdybym nie obudził się o 02.20 z zajebistym bólem głowy – łyknąłem tabletkę, ale już wiedziałem, że nie zasnę. Za chwilę zrobiło się ciepło i mimo tego, że czułem się jakbym pływał w wodzie, sen nie przyszedł. Pograłem trochę, poczytałem, z uporem maniaka sprawdzałem maila czy nie ma tam przypadkiem wiadomości od A. Ale oczywiście nie było – ani smsa, ani nic. Boli. Już bym wolał żeby mnie nienawidziła – ignorowanie jest najgorszym co może być. No, ale ja na to nie mam wpływu. Prawdę pisząc to już się poddaję – nie będę się szarpał z życiem, nie mam na to już siły. Niczego nie oczekuję, o niczym nie marzę, nie mam żadnych pragnień – chcę jakoś dociągnąć do końca tej farsy i zasnąć.
Ha, za to wczoraj udało mi się w pracy w końcu uporządkować biurko i zakończyłem ściemę pt: “Zarobiony jestem strasznie.” Niech szefowa widzi, że mam już wszystko zrobione i się nudzę. Zresztą, zauważyłem, że martwi się o mnie… I docenia moje poświęcenie. Choć jedna osoba. Bo za zwycięstwa w codziennej walce ani słowa od “tych” ludzi nie usłyszałem. Budujące jak cholera. No w każdym razie choć ona widzi jak bardzo się staram i mimo, że nie wszystko mi wychodzi – bo cały czas potrafię się rozryczeć widząc jakiś znajomy ciąg znaków na fakturze – to mnie wspiera. Prawdę pisząc wolałbym żeby to był ktoś inny. Ale ja nie mam prawa do wyboru, do uczuć, do szczęścia czy czegokolwiek. A ochłapów życia nie chcę – nie satysfakcjonuje mnie coś co można mieć bo tak będzie lepiej lub tylko dlatego, że tak trzeba. W dupie mam coś takiego. Zawsze sam musiałem o wszystko walczyć, zawsze mnie wyrzucano do rowu i nikt się nie interesował tym, że w tej głowie robi się coraz większa plątanina myśli. Bardzo niebezpieczna plątanina, nad która chyba mi się udaje zapanować. Tylko jakim kosztem? Nieżycia? Po prostu czuję się jak zombie – wyprany ze wszystkiego, nastawiony na proste przyjemności. Jedni jedzą mózgi, inni ćpają na potęgę, jeszcze inni chleją ile wlezie. Lub znajdują sobie hobby, które zajmuje im cały dzień. Albo wpadają w wir pracy, nie pozwalając by coś z zewnątrz przedostało się poza ten mur. Ale to i tak nie ma większego znaczenia, bo liczy się coś zupełnie innego – coś, co nie będzie mi dane, bo nie wpuszczę już nikogo za swój mur. Marne są szanse bym w tej kwestii jeszcze komuś zaufał.

Anyway, w końcu dotarła do mnie nowa klawiatura – niby nic, ale udało mi się dorwać slimkę Enzo:

Ci, którzy mnie trochę znają, wiedzą, że wręcz wielbię klawiatury o charakterystyce…makowej. Osobne, kwadratowe klawisze, o małym kliku. Gdyby nie to, że ta bezprzewodowa klawiatura od Apple jeszcze stoi w okolicach 200 – 250 pln, to bym się na nią skusił. A to Enzo kosztowało chyba nawet nie 60 pln. Pisze się na tym świetnie, ale przy Maku jednak jest widoczna różnica. Albo ja już po prostu zboczony jestem i pisząc tony tekstu przywykłem do MacBooka.

Nie wiem jak zaplanować popołudnie. Vramin pewnie zaraz wpadnie i napisze żebym nie pierdolił tylko wbijał na Battlefielda. Może. Sam nie wiem – ostatnio przechodzę kryzys (nomen omen, na X360 mam Crysis, którego skończyć nie mogę) gracza i jakoś… No nie wiem. Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś – że pojadę Kurami. Wczoraj niemalże zmusiłem się do skończenia Red Dead Redemption – został mi sam epilog, ale za cholerę nie mogłem dotrwać do napisów końcowych. Swoją drogą gra jest genialna, a zakończenie mnie cholernie wzruszyło. Dobra gra, bardzo dobra. A dziś jeszcze odbieram Skyrim i znając życie to na początku wsiąknę, a potem odstawię i sprzedam nie dochodząc nawet do połowy.

Ech… Niech już spadnie ten śnieg.

Takie tam, z Pikaczem.

Posted: 09/11/2011 in Uncategorized

Einstein dzwonił.
[E] – Masz chwilę? Nie przeszkadzam?
[P] – No co ty? W pracy jestem.
[E] – Buahahaha! Nice.

Wczoraj nastąpił jakiś wewnętrzny przełom – co pewnie ma związek z tym, że w końcu udało mi się załatwić Marinol i od kilku dni nic mnie nie boli, a śpię jak niemowlę. Wyłączając walenie w pieluchę. W każdym razie czuję się o niebo lepiej. No i tak fajnie mi się wczoraj młóciło w Battlefielda, że aż byłem zdziwiony. Wyniki nie były jakieś uber pr0, ale po prostu było świetnie.
Natomiast dzisiejszy dzień ma do siebie to, że za chwilę będzie 15.00, udam się do domu, zalegnę od kocem i będę czytał. Albo w coś pogram – sam jeszcze nie wiem. Mam dzisiaj ochotę na maksymalne nieróbstwo. I uda mi się to, bez względu na wszystko.

Friendly fire.

Posted: 08/11/2011 in Uncategorized

Wczoraj po pracy postanowiłem udać się do przybytku kojarzącego mi się z bankructwem. Najczęściej moim. Wlazłem do nowego salonu EMPiK na Wyspie w poszukiwaniu Modern Warfare 3 – szukam na półkach, nie ma. Szukam kogoś z ekipy sklepu – nie ma. Jedynie jedna, trochę smutna, dziewczyna na kasie. Pomyślałem, że nie będę jak ten jełop stał na środku sklepu tylko uderzę w kierunku kasy i zasięgnę języka. Jak już podchodziłem, to zobaczyłem, że na małej półce za jej plecami wyłożone są gry, które dopiero przyszły – a między nimi Modern Warfare. Obiło mi się o oczy, że jest promocja i jak się odda Bad Company 2 to na MW3 jest zniżka. Niewiele myśląc (co okazało się błędem, ale o tym zaraz) poleciałem do domu po BC2 i w stanie przedzawałowym zameldowałem się przy kasie, dysząc: “MW3 proszę, ale w tej promocji z oddaniem BC2″. Laska wybałuszyła oczy i mówi mi, że nic nie wie. To ja spokojnie tłumaczę, że Internety napisały i jak się przyniesie BC2 to MW3 jest tańsza chyba o 50 pln. Ta się dalej na mnie patrzyła, a czaszka z plecaka szeptała, że to chyba nie tu… No nic, postanowiłem iść w zaparte i mówię, że EMPiK ma taką akcję, że jak się przyniesie…itd, itp. Dziewczyna powiedziała żebym zaczekał i poszła zadzwonić. Po chwili wraca i mówi, że o niczym takim nikt nie słyszał.
No cóż. Wkurwiłem się trochę, kupiłem Lord of the Rings: War in the North i tak się chyba skończyła moja przygoda z Modern Warfare 3. Następne podejście do zakupu będzie gdzieś za pół roku, jak cena zejdzie w okolice 60 pln. Lub w ogóle sobie odpuszczę.

Aha, a promocja jest, ale obejmuje tylko te salony, w których skupują używane gry. Jeszcze mnie tak nie pojebało żeby specjalnie po Call of Duty jechać do Szczecina.

A ten LotR nawet fajny – jak skończę to skrobnę coś. Ale jak zwykle, minimalistycznie.

Et tu, Brute?

Posted: 08/11/2011 in Uncategorized

Zbiegłem na Bloxa, żeby całkiem anonimowo ponarzekać sobie na to, co mnie w dołku ciśnie. Ale się nie da… Blox pod Chrome i Safari cierpi na jakąś poważną chorobę, która nie pozwala mi się zalogować. Jedynym sposobem jest odzyskanie hasła. Za każdym razem jak chce zrobić nowy wpis. Za każdym razem jak zmieniam coś w opcjach. Z tego miejsca wyciskam na Bloksa swoje wągry i ogólnie sikam w jego kierunku.
Będziecie się musieli ze mną męczyć. Niestety, nie będę mógł pisać w 100% o tym, o czym chce – no, ale jakoś to chyba przeżyję. O ile w ogóle mi się uda przeżyć.
Bo prawdę mówiąc ostatnio mam dość wszystkiego. Nawet mi się oddychać nie chce. Dni zlały się w jedno i poza wypadami do Fight Clubu (zasada nr 1 poszła się jebać…), reszta wydaje się być jednolitą szarą masą. Choć w sumie ostatnio było nawet fajnie – wybity bark i przetrącone kolano. Dopiero dzisiaj na spoko mogę ruszać łapą w każdym kierunku i już nie kuśtykam jak Quasimodo. Anyway, to są chyba najfajniejsze chwile w ciągu tygodnia. Reszta jest maksymalnie do dupy i nie ma szans, żeby było lepiej.
Ogólnie wpadłem w wir pracy – weekendy, święta, wolne. Zapycham dni jak największą ilością obowiązków, żeby jak najszybciej minęły. Właściwie, to mam wrażenie, że tylko marnuję tlen. Właściwie, to jestem tego pewny.

Ale jeszcze oddycham i staram się jakoś choć minimalną rozrywką zapełnić te dwie – trzy wolne godziny.

1. Nie wiem co jest, ale kompletnie nie idzie mi w Battlefieldzie. Nie ogarniam tej gry i wkurwia mnie to, że bez względu jak bym się starał, to zawsze się w coś wpierdolę i ginę w najgłupszy sposób z możliwych. Ostatnio jak mam wybór: Battlefield 3 vs Coś_Innego, wybieram coś innego. Latanie mi nie idzie, uczyć się nie ma gdzie, a i też samo strzelanie jakoś tak… Ekipa jest świetna, mamy naprawdę zajebisty pluton, ale ja się chyba trochę wypaliłem.
2. Czytam. Ostatnio praktycznie wszystko, co mi wpadnie w ręce. W pracy, w autobusie, na stołówce jak pożeram obiad. Kundel jest już wymagany, bo po prostu nie mam za bardzo gdzie składować książek. Może mi się uda zakupić w grudniu – jak nie, to na swoje urodziny w lutym. Wtopy na giełdzie ciąg dalszy i na razie mam zamrożoną cześć oszczędności. Jak się nic nie zmieni, to będę sporo w plecy. Ale mam, co chciałem – nikt mi giwery przy głowie nie trzymał jak składałem zamówienie na akcje.
3. Nie lubię nosić zegarka na ręce, ale dzisiaj się zakochałem. W tym:

179$ z wysyłką za free.

Albo np taki też jest zajebisty:

199$ z wysyłką za free.

I generalnie to by było na tyle. Wracam do roboty, albo pójdę upolować coś na obiad.

P.S. Od 11 miesięcy ciągle słyszę wiercenie. Jak nie w hotelu (remont robią…), to w domu, za ścianą. I tak at mortem usrandum.

Czekoladki.

Posted: 02/11/2011 in Uncategorized

Mialo byc regularnie, a nie bylo prawie wcale.
Coz, ten czas… Cholera, nawet nie wiem jak to napisac.
Po prostu trzymajcie sie.

Day one.

Posted: 10/10/2011 in Uncategorized

No wiec wchodzi dzis w zycie plan 100 + 300, ktory juz mi sie raz udalo pojechac bez problemu. Wyeliminowalem tez smazone scierwo – w ogole scierwo jako takie ostatnio mi nie smakuje. Zostaniemy przy kaszy i warzywach + owoce lub soki.
Anyway, rozpiski juz powieszone w pokoju i teraz trzeba pilnowac systematycznego rozwoju oraz spalania morswina. Akurat to drugie bedzie sie samo robilo z moja niewielka pomoca. Byle tylko mi sie nie odechcialo, ale motywacje mam calkiem spora, wiec nie ma pierdolic tylko brac sie do przetwarzania.

Pocieszam sie tym, ze to dla mojego dobra, a nie zalecenie lekarza. W kazdym razie trzeba i tyle.

Na pocieszenie listopad bedzie baaardzo fajny i juz nie moge sie doczekac.
Dziarrru, dziarrru, dziarrr.

There and back again.

Posted: 10/10/2011 in Uncategorized

Powroty do pracy po chorobowym czy urlopie sa ciezkie. Po urlopie szczegolnie, bo przydaloby sie jeszcze kilka dni zeby odpoczac. A po chorobsku, to roznie – ja prawie caly czas lezalem martwy, wiec mam megaleniwca. Troche mnie jeszcze wszedzie bol, ale kaszel powoli przechodzi. Akurat prosto po pracy ide na wziewy, potem final Breaking Bad, czwarty sezon Sepernatural i wieczoran sesja w Warhammera. Ostatnio bilismy mutanta w Middenheim i nawet poszlo nam calkiem niezle. Poszloby lepiej gdyby moj mag nie zawalil testu na opanowanie i wczesniej przypomnial sobie, ze moze rzucac zaklecia. No, ale ogolnie poszlo nam calkiem niezle – szczegolnie koledze Marzalowi, ktory najpierw probowal zatluc poczware dzbanem z winem a potem darl ryja, ze nie ma co pic. Dzis rozpoczynamy sledztwo w poszukiwaniu sekty, ktora zatrula studnie i pewnie ostro dostaniemy w dupe. Najwazniejsze, ze mam wszystkie skladniki do zaklec i obcykana strategie. Reszte sie wymysli w biegu.

A teraz najchetniej to polozylbym sie spac.

1mpr3551v3

Posted: 09/10/2011 in Uncategorized

Haud Veneratio

Posted: 09/10/2011 in Uncategorized

Troche mnie nie bylo, ale sadze, ze teraz juz wpisy beda sie pojawiac w miare regularnie. Co nowego? W sumie nawet sporo. Remont byl, ale robiony wlasnorecznie – nie jak u wiekszosci znanych mi pizdusiow za pomoca ekipy remontowej. W kazdym razie lazienka i gameroom odnowione, nowe rury polozone, junkers nie wybucha. Myslalem zeby wypieprzyc wanne i zamontowac kabine prysznicowa, ale opcja “wylegiwanie sie w wodzie” wziela gore nad “deszczem tropikalnych lasow”. Myslalem zeby w tym roku wziac sie za kuchnie, ale mam na razie inne plany co do wydawania tej masy szmalu, wiec zostawiam to na 2012 rok. Co jeszcze… Zrywam z przeszloscia i biore sie ostro za siebie. Daje sobie rok i dwa miesiace – to i tak nadto czasu by zrealizowac moje wszystkie cele, wiec bedzie jeszcze czas zeby sie ostro zabawic. I to bardzo ostro, bo 2013 bede mial zapchany zawodowo. Mam w sumie trzy opcje:
1. zostaje w Swino i szukam nowej pracy
2. zostaje w Swino i otwieram druga firme (ew. wchodze w spolke z Gocha)
3. wypierdalam stad i bujam sie na palmie grzejac jaja w sloncu Am. Poludniowej
Trzecia opcja najbardziej mi pasuje, ale chcialbym jeszcze z 10-9 lat popracowac zeby sie juz w ogole niczym nie martwic i byc w miare “mlodym” zaczynajac opierdalanejszyn.
Na razie najwazniejsze jest kontynuowanie akcji “Beben” i walka z choroba. To drugie jest o tyle prostsze, ze nie wymaga wysilku. Ot, trzeba pamietac o zmianie trybu zycia i regularnym chodzeniu do lekarza. Banalik.

Nowy telewizor chcialem kupic. Oczywiscie nie bede jak los ganial po sklepach, bo od tego mam internet – nie jestem z tych, ktorzy musza dotknac kazdego przycisku. No i tak myslalem zeby plazme jakas wciagnac, ale koniecznie z systemem Ambilight, do ktorego przez te lata z Philipsem przywyklem. No niestety, Filipek nie robi wartych uwagi plazm, wiec jak na razie zostajemy przy starych 32 calach. Choc caly czas po glowie lazi mi projektor HD. Ale na razie zostawiam ten temat – bedzie palaca potrzeba to sie zamowi i po klopocie.

Kundla mialem zamowic, ale jebany Amazon przestal oplacac VAT, wiec znow maja ode mnie karnego kutasa. Te +/- 130$ z oplaconym juz VATem bylo propozycja do rozwazenia a teraz wychodzi juz drozej, wiec mozna zastanowic sie na drozszym modelem. Ale to najwczesniej pod choinke (i zesram sie, a bedzie w domu zywe drzewko czy to sie komus podoba czy nie), wiec w sumie nie ma sobie sensu tez i tym na razie glowy zawracac.

W ramach olewania przeszlosci cieplym moczem, wyjebalem sie z dwoch for. Z jednego za ewidentna ustawke i wybor rownych i rowniejszych – a tego, kurwa, nie znosze. Z drugiego, bo nudza mnie ludzie, ktorzy kreuja sie na Yntelektualna Elyte, a do powiedzenia maja tylko tyle, ze ich racja jest najichsza. Zreszta, niektorym przyjebac w pysk to za malo. Dodatkowo pedzenie w owczym stadzie i dawanie glosu na rozkaz to nie moj styl, wiec… Nie mam czego zalowac.

Caly czas sie zastanawiam czy kiedys jeszcze napisze cos o grach. W sumie moglbym, dostalem ciekawa oferte, ale szczerze piszac to nie wiem czy mi sie chce. Gram juz coraz mniej – prawie wcale, a z przymusu nie bede skrobal. Moze tu od czasu do czasu pojawi sie jakis tekst – czy to recka, czy cos zwiazanego z tematyka gier.

I to by bylo na tyle. Wracam do slodkiego opierdalania sie, bo dzisiaj ostatni dzien zwolnienia. A jutro do kochanej pracy – juz tesknilem za tymi papierzyskami i upierdliwymi biznesmenami. C’ya soon.

El Presidente.

Posted: 21/09/2011 in Uncategorized

Od kilku dni lazila za mna tortilla i postanowilem dzis ja zrobic. Wzialem wszystkie potrzebne skladniki (zadne tam oryginalne fiu-bzdziu – takie jakie mi pasuja), wlaczylem radio La Poderosa i z aparatem rzucilem sie do kuchni.
Tortilla jest jednym z najprostszych dan ever i mozna ja robic na pierdyliard sposobow – dla mnie zasada jest jedna: warzywa i ma byc ostro. Wobec tego wzialem:
- pomidora,
- ser salatkowy w bloku,
- dwie papryki Cyklon,
- sos salatkowy koperkowo – ziolowy.

Pomidory kroimy w kostke i tak samo robimy z serem (1/2 kostki wystarczy, chyba, ze ktos ma parcie na ser, to wtedy cala). Papryke najlepiej przekroic wzdloz na pol i potem jeszcze raz na pol – potem na krotkie paski. Gringos wywalaja pestki, macho nie sciemnia tylko laduje wszystko. Papryka nie zabija, a i pomoze wywalic syf z organizmu. Co prawda przy wiekszych ilosciach jest ryzyko, ze rano bedzie The Ring of Fire, ale cmon… Nie zabija.

Do tego dodajemy sos salatkowy zrobiony z malej lyzeczki sosu w proszku, lyzeczki oliwy oraz lyzki (gora poltora) stolowej wody. Mieszamy w kubku i zalewamy warzywa oraz ser. Dokladnie mieszamy calosc i odlewamy pozostaly na dnie sos.

Generalnie podstawowy wklad juz jest. Co do samego placka, to jedni wydziwiaja zeby robic z tego inni zeby z tamtego. Olejcie to i kupcie gotowe – tortilla to nie jest danie na wykwintna kolacje tylko przekaska. Ma byc zrobiona szybko i ma byc smaczna. Kupne placki moze i sie roznia troche smakiem, ale obzeralem tortille w roznych meksykanskich restauracjach (i nie mam tu na mysli sieci fastfood) i roznicy nie czuje.
Placek mozna wrzucic na duza patelnie, ale ja uzywam do tego mikrofalowki – ma byc szybko zrobione. Zasadniczo minuta na podstawowym programie wystarczy.
Cieply placek kladziemy na talerzu, dajemy lisc salaty i wsypujemy pomidora z serem i papryka. Na sama gore mozna dac mieso (a mialem odstawic…) choc i bez miesa jest OK.

Zawiniecie samego placka to banal. Robimy z dolu zakladke na 1/4 placka i zawijamy od nadzienia w druga strone. Gdyby ktos nie czail, to na Tubie jest masa filmow. To jest prostsze niz budowa cepa.

Calosc z przygotowaniem “farszu” zajela mi okolo 20 – 25 minut. Nastepne, z gotowym juz wkladem, to kwestia 2-3 minut.

Que aproveche!